poniedziałek, 2 grudnia 2013

Come on, I'll take you to a some place.

-Nieźle Ci poszło! –krzyknęła Danielle idąc w moją stronę razem z Jazmyn i Justinem.
-Inni jechali lepiej-odparł Justin ,a jego łobuzerski uśmiech pojawił się na jego twarzy no co pokazałam mu środkowy palec ,co mi się rzadko raczej zdarza.
-Bad girl? Pokazałaś faka jesteś bardzo odważna ,skarbie-ja się przesłyszałam czy on do mnie powiedział ‘skarbie’? Nie coś tu jest nie tak.
-Nie nazywaj mnie tak.
-Chcę zobaczyć jaką mi dasz karę złotko-on nie jest całkiem normalny.
Parsknęłam i poszłam odłożyć wszystkie rzeczy przy okazji zauważając ,że Dan i Jaz zniknęły. No super ,zostanę z tym idiotą w jednym pomieszczeniu sam na sam nie licząc koni. Byłam bardzo szczęśliwa. Wyczujcie ten sarkazm.
Skoro on zawsze mi dokuczał teraz ja to zrobię.
-Justin ,chcesz iść ze mną i moimi przyjaciółmi dzisiaj do kina?- dobra to chyba nie będzie dobry sposób ,żeby go wkurzyć ,raczej rozbawić ,bo wybuchnął śmiechem.
-Bardzo chętnie-odpowiedział o dziwo normalnie.
-Serio?- zapytałam zdziwiona.
-A czy ja jestem seksowny?- niezłe ego koleś.
-O ,czyli jednak to tylko żart ,uf-odpowiedziałam lekceważąco i machnęłam tak samo ręką.
-Pójdę z Tobą-odpowiedział przewracając oczami.
-Ze mną i moimi przyjaciółmi-poprawiłam go.
Miałam mu tylko dokuczyć ,a wyszło coś niedobrego z tego. Po co ja to zrobiłam? Wpakowałam się w wielkie ,śmierdzące gówno.
**
Obgryzałam paznokcie stojąc pod moim blokiem i czekając na Justina. Myślałam ,że tylko kobiety się spóźniają. Wciąż byłam zła ,że to zrobiłam. Nigdy w życiu bym mu nie zaproponowała ,żeby z nami poszedł gdyby nie to ,że chciałam mu dokuczyć co oczywiście mi nie wyszło. Nienawidziłam siebie i jego.
-Zgadnij kto to ,skarbie-jakiś zachrypnięty głos wyszeptał mi do ucha ,jakiś miałam na myśli Justina. Co to miało w ogóle być?
-Weź te brudne łapy z moich oczu ,dupku-powiedziałam stanowczo.
-Nie ,najpierw zgaduj.
-Idiota-próbowałam zdjąć jego dłonie z moich oczu ,ale na próżno.
-Nie wydaje mi się ,żebym miał tak na imię-po raz kolejny wyszeptał do mojego ucha.
-Możemy już iść ,bo przez panienkę Justina się spóźnimy-dziwnie było mi mówić w pierwszej osobie liczby mnogiej mówiąc o mnie i Justinie.
-Jesteś słaba w zgadywaniu-powiedział zdejmując  swoje łapy z moim oczu.
-Och ,serio? Jesteś żałosny.
-Nie prawda ,jestem seksowny-oznajmił swoim kuszącym głosem.
-Dobra ,będziesz mówił jaki to ty jesteś piękny ,czy pójdziemy?- on naprawdę był taki głupi czy tylko udawał?
On tylko zaśmiał się i poszliśmy. Droga nie była zbyt długa ,ale krępująca. Nie wiedziałam co powiedzieć ,za to on był zbyt zajęty stukaniem w swojego iPhona ,żeby cokolwiek powiedzieć.  Już mnie to denerwowało.
-Na filmie też będziesz cały czas bawił się tym telefonem? –zapytałam w końcu zaczynając rozmowę.
Jestem ciekawa jak udało mu się ominąć te wszystkie słupy ,latarnie i wszystkich przechodzących ludzi.
-No co? Nudzi mi się-nawet nie raczył podnieść wzroku z ekranu.
Postanowiłam ,że lepiej nie będę się już odzywać, Tak dla naszego wspólnego dobra. Z resztą ,zaraz mieliśmy być już na miejscu i mogłam przestać iść cały czas obok niego.
Szczerze? Trochę się denerwowałam co pomyślą sobie inni. Nie lubię go ,ale wzięłam go ze sobą do kina. No właśnie ,ale czy rzeczywiście go nie lubiłam. Wtedy ,przed zawodami wydawał mi się całkiem spoko ,ale chyba w jego naturze jest komuś dokuczać ,więc da się znieść. Mimo wszystko bolał mnie brzuch. Czułam ,że wydarzy się coś… ,coś niesamowitego ,tego wieczoru i będzie to miało z nim związek. Dobra ,teraz nie ma na to czasu muszę się postarać ,żeby nie wyjść na kretynkę.
Wyszliśmy zza rogu i naszym ,a przynajmniej moim oczom ,bo Justin wciąż pisał sms, pojawił się wielki budynek kina. Nie tyle co kina ,ale grupkę osób ,a pośród tych osób był taki jeden ktoś ,kto powiedział ,że nigdy mnie nie opuści ,ale zrobił to. Mimo ,że nie chciał to musiał. Tak to był Jason. Mój chłopak. Znaczy zerwałam z nim przed wyjazdem ,ale tylko my o tym wiedzieliśmy ,no dobra Carly też. Hej ,jest moją przyjaciółką!
-Wszystko w porządku? –zapytał Justin machając mi ręką przed twarzą.
-O co Ci chodzi? –zapytałam zdezorientowana.
-No stoisz tak dobre 3 minuty i gapisz się na tych ludzi pod kinem.
Nie zauważyłam ,że stoję. Byłam w zbyt dużym szoku.
-Nieważne ,chodźmy-mruknęłam i ruszyłam w stronę kina.
-Alice! I… -zaczął Jason ściskając mnie.
-Justin-dokończyłam wyswabadzając się z jego uścisku. Nie ,nie byłam zadowolona ,że go widzę. Mimo ,że tęskniłam.
-Już znalazłaś sobie chłopaka? Szybka jesteś-odparł Jason.
-Nie było Cię dwa lata dupku! Jak mogłeś mnie zostawić? –wyraźnie zdziwiłam Jasona moim nagłym wybuchem gniewu.
Czułam jak łzy cisną mi się do oczu ,ale powstrzymałam je. Moje ciało całe drżało i nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Zanim Jason zdążył cokolwiek powiedzieć odwróciłam się w inną stronę i uciekłam z łzami ,które spływały mi po policzku. Nagle zauważyłam nie wielką ,ale wystarczająco dużą żebym się zmieściła ,szparę między kamienicami/sklepami ,cokolwiek to było. Płakałam  i cała drżałam ze strachu. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Nie przejmowałam się tym co inni o mnie pomyślą. Po prostu musiałam się wypłakać. I to porządnie. Nagle poczułam obecność kogoś obok mnie. Nie wiedziałam kto to ,dalej płakałam. Nie podniosłam nawet głowy.
-W porządku? –zapytał ktoś ochrypłym i niestety znanym mi głosem. Justin.
-Nie ,nie jest w porządku-powiedziałam pomiędzy szlochami i znowu łzy spływały mi po policzku.
-Będziesz tu siedziała i płakała ,czy pójdziemy się przejść i pokażę Ci fajne miejsce?
Spojrzałam na niego. Wstał i wyciągnął ku mnie dłoń ,żeby pomóc mi wstać ,co uczyniłam.
-Znowu miły Justin? –zapytałam i zaśmiałam się lekko ,wycierając łzy.
-Co ty masz z tym miłym i wrednym mną? Cały czas mnie porównujesz do tego co robiłem kiedyś.
-Jesteś… -zaczęłam.
-Seksowny ,tak wiem-dokończył.
-Eh ,ale twoje ego musi być duże-zaśmiałam się.
-Spójrzmy prawdzie w oczy widziałaś kiedyś ładniejszego kolesia ode mnie? –zapytał krzyżując ręce na piersi i nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.
-Jesteś niemożliwy-parsknęłam.
-Wiem ,często mi to mówią-odparł z tym swoim uśmieszkiem na ustach.
-To co pokażesz mi to ‘’fajne miejsce’’? - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-No tak ,ale nikogo tam nie przyprowadzaj ,to takie… moje miejsce-odpowiedział zakłopotany ,do końca nie wiem czym.
-To twoje miejsce ,a zaprowadzasz tam mnie? –co się z nim stało ,przecież mnie nie lubił ,a zaprowadzał w swoje ulubione miejsce. Nie rozumiem.
-Przychodzę tam ,gdy się czuję jak gówno ,czyli jak ty teraz.
-Och ,jakiś ty milusi-powiedziałam słodkim ,ale fałszywym tonem mimo ,że miał rację.
On tylko westchnął i poszedł w kierunku ,o nie.. STACJI METRA.
-Zaraz ,zaraz! –przerwałam mu miły spacer najwidoczniej ,bo odwrócił się znudzony.
-O co znowu chodzi? –jęknął.
-Jedziemy metrem? –zapytałam wskazując na stację.
-Co w tym złego? –zapytał rozszerzając swoje miodowe oczy.
-No wiesz ja i metro ,to nie jest najlepsze rozwiązanie ,nie lubię nim jeździć-wszystko co powiedziałam było prawdą.
Kiedyś jak byłam mała jechałam z tatą i Viki metrem. Tata z Viki weszli do środka a mi utknęła noga w drzwiach. Skończyło się na tym ,że miałam złamaną nogę i od wtedy nienawidzę metra.
-Jak masz mi zwymiotować na moje supry to wolę nie-zadrwił Justin.
-Nie mam choroby lokomocyjnej! Po prostu mam.. uraz do metra-odpowiedziałam trochę ciszej ostatnią część zdania
-Nie marudź tyle ,teraz nie będzie zbyt wiele ludzi-próbował mnie przekonać ,co mu się udało ,bo ruszyłam posłusznie za nim, chociaż się bałam.
Weszliśmy do zatłoczonej stacji metra i przeciskaliśmy się do kas. Zdziwiłam się kiedy Justin oznajmił ,że zapłaci ,ale byłam nie w nastroju do kłótni. Kiedy wjeżdżaliśmy schodami ,jakieś dziewczyny szeptały i patrzyły na Justina jakby miały się zaraz rzucić na niego i zedrzeć z niego ubrania. O mój boże ,trochę mam zbyt bujną wyobraźnię. Za to na mnie patrzyły… z zazdrością? O nie ,pomyślały ,że to mój chłopak ,eh dlaczego wszyscy tak myślą? Nieważne. Chwilę czekaliśmy na metro ,ale w końcu przyjechało. Stanęłam przed drzwiami głośno przełykają ślinę ,ale zrobiłam krok i weszłam do środka.
-Brawo! Czy ty właśnie weszłaś do metra? –zapytał drwiącym głosem Justin zakrywając usta żartobliwie.
-Zamknij się-odparłam ,ale chwilę później upadłam ,znaczy prawie upadłam ,bo wpadłam na Justina. Niestety.
-Jak chciałaś się przytulić mogłaś powiedzieć od razu. Nie krępuj się-Justin zaśmiał się przytulając mnie mocniej.
-Och ,spadaj-odpowiedziałam wyswabadzając się z jego ramion ,ale skłamałabym jakbym powiedziała ,że mi się nie podobało. O mój boże ,czy ja to właśnie pomyślałam. Coś ze mną nie tak.
Justin  na to tylko prychnął i poszedł usiąść na wolne miejsce ,poszłam w jego ślady ,bo nie miałam ochoty się przewrócić.
-No ,więc nie mówiłaś ,że masz chłopaka-zaczął Justin głupio się uśmiechając i poruszając brwiami.
-Po pierwsze ,nie mam chłopaka ,miałam. Po drugie po co do cholery miałabym Ci mówić o moim życiu ,jeśli Cię to interesuje to zapytaj-westchnęłam- chociaż nie za bardzo chcę rozmawiać na jego temat.
-Nie ma sprawy-odpowiedział Justin.
Trochę byłam zdziwiona tym ,ale do końca podróży także na to specjalne miejsce byłam cicho i on także.
-Dobra ,teraz zamknij oczy.
-Nie ,bo się przewrócę! –tupnęłam noga jak mała dziewczynka. Tak ,często się tak zachowywałam.
-Spokojnie poprowadzę Cię-uspokoił mnie Justin ,więc zamknęłam oczy ,a on chwycił mnie za rękę. W moim brzuchu zaczęło dziać się coś dziwnego ,coś jakby motylki zaczęły sobie urządzać Pidżama Party ,czy coś. Dawno nie czułam czegoś takiego ,ostatni raz… z Jasonem.
-Ok ,to już. Otwórz oczy-Justin puścił moją rękę ,a ja zrobiłam to co kazał.
Nie mogłam wydusić z siebie ,ani jednego słowa. Tam było tak pięknie. Było widać całe miasto i zachód słońca. Już uwielbiałam to miejsce.
-Tu jest-zaczęłam ,ale Justin ,po raz setny mogłoby się wydawać ,przerwał mi.
-Tak ,wiem.
Podszedł do mnie bliżej tak ,że nasze ciała lekko się stykały.

-Nie jesteś taka zła ,nawet bym powiedział ,że całkiem seksowna-powiedział przybliżając się jeszcze bardziej.
~~
Hej! :)
Przepraszam ,że rozdziały pojawiają się tak rzadko ,nawet bardzo ,ale brak czasu robi swoje :/

I co? Jak Wam się podoba? Zaczyna powoli się rozkręcać :)
W następnym rozdziale będzie się dużo działo! Tylko tyle powiem! :D

Proszę Was bardzo mocno! Skomentujecie chociaż zwykłą kropką ,ale ,żebym wiedziała ,że ktoś to czyta :)
Pa ,do następnego! :)
PS pamiętajcie ,że jeśli chcecie być informowani to piszcie! ;)