-Nie ogarniam Cię ,Alice-westchnęła Carly klepiąc mojego
konia Endo po szyi.
Jutro mam jechać na nim pierwsze zawody. Jest młody i
niedoświadczony ,ale świetnie skacze i bardzo dobrze sobie radzi ,pomimo
swojego wieku ,no może trochę jest płochliwy ,ale to wynika z natury koni. Jego
jasnogniada maść (kolor umaszczenia) była bardzo puchata ,ponieważ zbliżała się
zima.
-Wydawał mi się spoko kolesiem ,a okazał dupkiem-oznajmiłam
uśmiechając się szyderczo –Ale jest seksowny –zachichotałam.
-Jest dupkiem ,ale chętnie-i urwała ,bo właśnie zjawiła się
moja trenerka.
-I co Alice? Gotowa musimy go trochę rozruszać przed
jutrzejszymi zwodami –krzyknęła niegłośno z drugiego końca nowoczesnej
,niewielkiej stajni.
-Gotowa-przytaknęłam i wyszłam z boksu popędzając Endo ,żeby
również ruszył.
~~
Endo dzisiaj był bardzo grzeczny i na szczęście nie miałam z
nim żadnych problemów. Mam nadzieję ,że jutro pójdzie mi równie dobrze.
-I jak tam siostra? Co u Grubaska? –zawołała Danielle z
kuchni jak tylko weszłam.
-Witaj ,u mnie dobrze. Jak Ci tak zależy żeby sprawdzić co u
Endo to jedź ze mną i on NIE JEST GRUBY-postawiłam nacisk na ostatnią część
zdania.
Wchodząc do kuchni zauważyłam dziewczynę w wieku (jak
wyglądała) mojej siostry.
-My się nie znamy chyba. Cześć jestem Alice-przywitałam się
z brunetką i podałam jej rękę.
-Hej ,jestem Jazmyn ,nowa koleżanka Danielle-również podała
mi rękę.
Jej oczy były mi znane. Podobne do… o nie ,tego dupka. Byłam
wkurzona ,że wszystko mi się z nim kojarzy ,ale starałam się być miła ,więc
zapytałam dziewczyny czy chcą naleśniki. Dan poinformowała mnie ,że mama i tata
dzisiaj wracają późno o ile wcale ,bo możliwe ,że będą spali w hotelu gdzie
mają spotkanie służbowe oraz ,że na jutrzejsze zawody przyjdzie również Jazmyn
ze swoim starszym bratem Justinem ,które będę miała okazję poznać dzisiaj ,bo
przyjdzie po Jaz.
Chwilę później naleśniki były gotowe ,więc położyłam je na
jeden talerzyk i poprosiłam Danielle ,żeby wyjęła sztućce ,talerze ,Nutellę
,biały ser oraz dżem do naleśników. Jazmyn była bardzo miła ,ale dlaczego
zauważałam ,że jest podobna do tego chłopaka ,którego NIENAWIDZĘ. Dowiedziałam
się ,że ma nazwisko Bieber i oprócz niejakiego Justina ma młodszego brata
Jaxona. Dziewczyny wybrały jakiś film ,a ja poszłam wziąć prysznic (jak to mam
w zwyczaju zawsze po jeździe konnej) i dołączyłam do nich. Nie wiedziałam dokładnie
co to za film ,ale nawet nie obejrzałyśmy do końca ,bo zadzwonił dzwonek do
drzwi.
-To pewnie mój brat ,miał być około 20-odezwała się Jaz
wstając z fotela ,a ja ruszyłam w stronę drzwi ,żeby otworzyć bratu Jazmyn.
Od kluczyłam je i otwarłam. O nie. Zgadnijcie kto jest
bratem Jazmyn? Ten durny chłopak ,którego miałam nadzieję już nigdy nie
zobaczyć.
Patrzyłam na niego oczami ,które w każdej chwili mogły mi
wylecieć na zewnątrz. Na szczęście (nie wierzę poszczęściło mi się! )Jazmyn
przemknęła koło mnie przytulając swojego brata.
-Wy się znacie? –zapytała Dan widząc moje zdziwienie.
-Niestety-odpowiedziałam oschle ,a Justin parsknął.
-Justin ,proszę zaczekaj chwilę musimy dokończyć
film-przerwała Jaz robiąc minę słodkiego szczeniaczka.
Modliłam się w duchu ,że odpowie ,że nie ,ale skoro mi się
ostatnio poszczęściło to teraz nie mogło. To nie miało przecież sensu ,ugh.
Justin widząc ,że nie byłam zadowolona postanowił jeszcze bardziej mnie
zdenerwować.
-Nie ma problemu-uśmiechnął się lekko do Jazmyn.
Skoro on mi robi na złość to ja jemu też. Otworzyłam szerzej
drzwi i zaprosiłam go do środka wskazując ręką ,żeby wszedł. Wiedziałam ,że był
zdezorientowany ,ale szybko się otrząsnął i wszedł szepcąc pod nosem coś typu:
-Nie jesteś dobrą aktorką.
-Mógłbyś się zdziwić-odpyskowałam. Współczuję Jazmyn z
całego serca ,że ma takiego brata.
-Nie sądzę-parsknął śmiechem.
-To już nie mój problem-odpowiedziałam oschle i dodałam – A
,i zdejmij buty –wskazałam na jego czarne Supry.
Zrobił to co prosiłam ,więc następnym razem nie będę miała
szczęścia. Ja nie strzelam ,ja to wiem.
-Dziewczyny chcecie Popcorn-zapytałam.
-Nie dzięki-odpowiedziały równocześnie nie zwracając na mnie
uwagi i skupiając się na filmie.
-Ale ja bym zjadł-oznajmił Justin uśmiechając się szyderczo
,co wiedział ,że mi się nie spodoba , i usiadł na fotel kładąc nogi na stół.
-Wiedziałam ,że coś z tobą nie tak ,myślałam ,że jesteś
jednak chłopakiem ,a nie dziewczynką i zdejmij nogi ze stołu ,idioto.
Dan i Jaz zachichotały lekko pod nosem. Jak coś do nich
mówię to mnie nie słuchają ,ale jak wymieniamy
Justinem parę słów to słyszą lepiej niż pies.
Pozostały mi tylko jedno miejsce koło Dan i Justina.
Spoglądałam z rogu kuchni zastanawiając się czy dobrym pomysłem będzie tam
usiąść.
-Nie krępuj się-Justin po raz setny ,jakby mogło się
wydawać ,dzisiaj zaśmiał się.
-Odwal się-odpyskowałam i podreptałam w kierunku sofy.
Gdybym tam nie usiadła przegrałabym naszą walkę. Zaraz ,co? Nie ma żadnej walki
,nie zobaczę go już nigdy ,chyba.
Justin zerknął na mnie tylko ,nie mogąc powstrzymać się od
śmiechu i wrócił do oglądania filmu ,który był dłuższy niż oczekiwałam.
~~
-Gówniany ten film-odezwał się w końcu Justin ubierając
swoje buty. Nie wierzyłam ,że to kiedykolwiek będzie prawdą ,ale zgadzałam się
z nim. Prawie powiedziałam „Masz rację” ,ale na szczęście się powstrzymałam.
Źle by to się skończyło gdybym to
wyszeptała chociażby. Przegrałabym. Nie ,znowu muszę przypomnieć mojemu
głosikowi w głosie ,że nie ma żadnej walki pomiędzy mną ,a nim ,że już
najprawdopodobniej już go nigdy nie zobaczę.
-Do jutra Shawty-szepnął Justin do mojego ucha znowu
wywołując na nim ciarki.
Ugh ,zapomniałam przecież on ma być jutro z Jaz na zawodach
,ale myślałam ,że skoro zobaczył kim jestem naprawdę odwali się i nie
przyjdzie. Jest wredny i okrutny. Musi mi robić zawsze na złość mimo ,że go nie
znam zbyt dobrze.
Na szczęście Danielle nie zamęczała mnie pytaniami ,więc od
razu poszłam do swojego pokoju ,rzuciłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam.
**
-Alice ,zaraz się zawody zaczynają ,ubierzesz się w końcu?-
zapytała Danielle.
Co prawda byłyśmy już na miejscu ,ale zaspałam i nie miałam
czasu się przebrać ,więc musiałam to zrobić w stajni. Jakie szczęście ,że mamy
zamykane pomieszczenia…
-Już idę-rzuciłam zakładając buty ,a następnie resztę
ubrania.
-Słodko wyglądaliście jak się kłóciliście ,ale pamiętaj Al. Masz
chłopaka ,co prawda nie ma go na-zaczęła Dan ,ale jej przerwałam.
-Co? Coś Ci się przyśniło ,o co Ci chodzi?- serio ,nie
miałam pojęcia o co jej w tym momencie chodzi ,ale niestety przypomniała mi o
moim chłopku za ,którym cholernie tęsknię.
-No wczoraj z tym ,jak on miał? Justin?
-Urwę Ci łeb jak nie zamkniesz ryja Danielle-byłam wściekła
jeszcze bardziej ,bo o kolejnym ‘’ktosiu’’ mi przypomniała. O durnym
,aroganckim ,wkurzającym Justinie.
Ona na to tylko westchnęła i poszła gdzieś uśmiechając się i
wołając ‘’Hej!’’ . Domyśliłam się ,że Jazmyn przyszła ,ale niestety ze swoim
bratem. A już łudziłam się ,że nie przyjdzie ,bo może go samochód rozjedzie. No
co? Było by po problemie.
-Hej ,Al! -krzyknęła Jazmyn majacząc mi z drugiego końca
stajni.
-Hej-odpowiedziałam krótko z lekkim uśmiechem i wzięłam
sprzęt do konia.
-Danielle ,pomożesz mi się zabrać?- powiedziałam błagalnym
tonem targając siodło skrzynki do czyszczenia itp.
-Niech Justin Ci pomoże ,ma więcej siły ,a my idziemy. Muszę
pokazać Jazmyn Endo.
Justin spojrzał dzisiaj na mnie pierwszy raz ,odrywając
wzrok od ekranu telefonu ,a ja pierwszy raz na niego. Wcześniej widziałam ,że
tam stoi ,ale starałam się nie zatrzymywać na nim wzroku, bo wypaliłabym mu
dziurę w mózgu.
Justin wziął bez słowa jedną z moich krzynek i po raz
kolejny zaczął coś klikać na swoim telefonie idąc w stronę dziewczyn ,które zbliżały
się do mojego konia. Westchnęłam i także ruszyłam w tamtą stronę.
-Idziemy usiąść-oznajmiła Dan wychodząc z boksu Enda.
Nie odpowiedziałam tylko zabrałam się za czyszczenie ,ale
zauważyłam ,że Justin się nie rusza z miejsca.
-Nie idziesz z nimi? –zapytałam zaciekawiona.
-Nie zauważyłem ,że poszły. Chcesz coś do picia?
-Od kiedy jesteś miły?- nie docierało do mnie za bardzo to
co powiedział przed sekundą.
-Chcesz czy nie?- zapytał po raz kolejny śmiejąc się.
-Co jest takiego w tym zabawnego? –zapytałam sarkastycznie
krzyżując ręce na piersi.
-Twoja mina-odparł nie mogą powstrzymać się od wybuchnięcia
śmiechem.
-Chcę ,ale nie napluj-teraz ja zaczęłam się śmiać z tego ,że
to powiedziałam.
Pokręcił głową i poszedł w stronę wyjścia.
Może nie jest taki głupi jak mi się wydawało?
~~
Hej!!
Przepraszam ,że tak dawno nie było rozdziału...
Wiem ,nudno na razie ,ale w następnym rozdziale będzie się dużo ,dużo działo!! :D
Pamiętajcie ,że jeśli chcecie być informowani to piszcie! :)
Do następnego ;)
cudnyy! czekam na kolejny :D
OdpowiedzUsuńdzięki :)
UsuńOmgoosh! Zajebiste <3
OdpowiedzUsuńdzięki :)
Usuń